Do domu. Wracają, by bronić swojej ziemi
Ukraińcy w obiektywie Nadziei Bużan
Do domu. Wracają, by bronić swojej ziemi
Ukraińcy w obiektywie Nadziei Bużan
Fotografka Nadzieja Bużan pojechała na granicę polsko-ukraińską i porozmawiała z ludźmi uciekającymi przed wojną. "Oprócz rozpaczy i bólu widziałam też radość ze spotkania z bliskimi i ulgę, że udało im się uciec z piekła. Wysłuchałam wielu różnych, ale jednocześnie podobnych historii. Nie chcą wojny. Nie rozumieją, dlaczego sąsiad przyszedł do ich domu, żeby zabijać" - mówi Nadzieja.

"Obserwując uchodźców, nie od razu zauważyłam, że są też ludzie idący w przeciwnym kierunku. Oni szli w stronę Ukrainy. Mijali mnie szybko, jakby się spieszyli. Niektórzy przychodzili w grupach, inni pojedynczo. Zrozumiałam, że ci ludzie idą do kontroli paszportowej, aby wjechać na Ukrainę. Od czasu do czasu jedni i drudzy spoglądali na siebie. Ich spojrzenia się spotykały. Ci ludzie wracali do domów, mimo że trwała tam wojna" - opowiada Nadzieja o tym jak narodził się projekt.

W nie planowanym projekcie Nadzieja zebrała serię portretów Ukraińców, którzy mieli szansę pozostać bezpiecznej Polsce, ale dokonali innego wyboru. To są ludzie dla których bierne obserwowanie w social media działań wojennych na Ukrainie, jest gorsze niż strach przed śmiercią. To są ludzie, którzy nie mają już strachu.
Nadzieja Bużan

Fotografka z Białorusi, urodzona w Petrykowie w obwodzie homelskim. Ukończyła Instytut Dziennikarstwa BSU. Karierę rozpoczęła jako fotoreporterka gazety "Zviazda". Współpracowała również z białoruskim portalem TUT.by. Pracowała na ulicach Mińska dla gazety "Nasza Niwa" podczas powyborczych protestów w sierpniu 2020 r. Otrzymała II miejsce w nominacji "Spot news" konkursu "World Press Photo" za zdjęcie Volhi Siewiaryniec, która bezskutecznie czeka na męża Pawła, który miał wyjść z więzienia na Akrescina.

Nadzieja Bużan
Fotografka z Białorusi, urodzona w Petrykowie w obwodzie homelskim. Ukończyła Instytut Dziennikarstwa BSU. Karierę rozpoczęła jako fotoreporterka gazety "Zviazda”. Współpracowała również z białoruskim portalem TUT.by. Pracowała na ulicach Mińska dla gazety "Nasza Niwa" podczas powyborczych protestów w sierpniu 2020 r. Otrzymała II miejsce w nominacji "Spot news" konkursu "World Press Photo" za zdjęcie Volhi Siewiaryniec, która bezskutecznie czeka na męża Pawła, który miał wyjść z więzienia na Akrescina.
Halyna
Iwano-Frankiwsk
"Moja wnuczka obudziła się z powodu odgłosów wybuchu na lotnisku w pobliżu naszego miasta i zaczęła płakać. To było przerażające! Zawiozłam wnuczkę do córki w Polsce i wróciłam do domu na Ukrainę. W domu czeka na mnie tylko pies. Urodziłam się w Rosji, ale moją ojczyzną jest Ukraina. Mieszkam tu od ponad 40 lat. Nienawidzę Putina i uważam, że naród rosyjski powinien zażądać zaprzestania tej szalonej wojny. Zostaję w domu. Nie boję się. Mam nadzieję i wierzę, że wszystko będzie dobrze".
"Moja wnuczka obudziła się z powodu odgłosów wybuchu na lotnisku w pobliżu naszego miasta i zaczęła płakać. To było przerażające! Zawiozłam wnuczkę do córki w Polsce i wróciłam do domu na Ukrainę. W domu czeka na mnie tylko pies. Urodziłam się w Rosji, ale moją ojczyzną jest Ukraina. Mieszkam tu od ponad 40 lat. Nienawidzę Putina i uważam, że naród rosyjski powinien zażądać zaprzestania tej szalonej wojny. Zostaję w domu. Nie boję się. Mam nadzieję i wierzę, że wszystko będzie dobrze".
Walery
Dnipro, Krzywy Róg
"Przyjechałem do Polski, do pracy, ale musiałem wrócić. Jak w takiej sytuacji nie wracać? W domu mam wszystko. Rodzinę, rodziców i dzieci. Tam jest moja rzeka, moje pszczoły i mój dom. Nie mogę tego po prostu oddać komuś innemu. Od 8 lat jestem gotów bronić swojego kraju. Teraz nadszedł ten moment, kiedy trzeba pokazać swoją obywatelską postawę. Dlaczego jadę, skoro istnieje tak duże ryzyko? Na litość boską, jadę bronić swojego domu! Dlatego wszystko będzie dobrze. Gdybym mógł zwrócić się do Rosjan, powiedziałbym im: "Rosjanie, wracajcie do domu. Na początku zróbcie porządek u siebie".
"Przyjechałem do Polski, do pracy, ale musiałem wrócić. Jak w takiej sytuacji nie wracać? W domu mam wszystko. Rodzinę, rodziców i dzieci. Tam jest moja rzeka, moje pszczoły i mój dom. Nie mogę tego po prostu oddać komuś innemu. Od 8 lat jestem gotów bronić swojego kraju. Teraz nadszedł ten moment, kiedy trzeba pokazać swoją obywatelską postawę. Dlaczego jadę, skoro istnieje tak duże ryzyko? Na litość boską, jadę bronić swojego domu! Dlatego wszystko będzie dobrze. Gdybym mógł zwrócić się do Rosjan, powiedziałbym im: "Rosjanie, wracajcie do domu. Na początku zróbcie porządek u siebie".
Anastazja i Lubomir
Lwów
Anastazja: "Byliśmy z chłopakiem na wakacjach. Jadę do domu, aby odebrać dzieci i zabrać je do matki w Niemczech. Potem wracam do Lwowa. Dlaczego jadę na Ukrainę? W końcu to moja ziemia i nie zamierzam stąd uciekać. Ponadto jestem pewna, że jeśli teraz nie wytrzymamy, to przyjdą moje córki. Dorosną i wtedy nie zostawią z Kremla nie zostanie kamień na kamieniu. Następnym pokoleniom mentalność sowiecka będzie jeszcze bardziej obca. Żeby tak się stało, muszę pozostać wierna sobie. Nie mogę być sobą, siedząc gdzieś tam, daleko od kraju. Muszę być w tym czasie z Ukraińcami, z moimi przyjaciółmi, z moimi krewnymi. Nie będę nigdzie uciekała. Nie mam dokąd uciec przed samą sobą.

Lubomir: "Jak tylko się zaczęło postanowiliśmy wrócić z Niemiec do domu. Podróż samochodem zajmuje trochę czasu i zatrzymaliśmy się w Krakowie. Teraz dopiero dojeżdżamy. Czuję obowiązek, bo kto inny, jak nie my, będzie bronił naszej ziemi - to z jednej strony. A z drugiej strony jestem pracownikiem muzeum. jestem historykiem i muzealnikiem. Jestem osobą, która musi dbać o zachowanie dziedzictwa kulturowego. Uważam, że jest to obecnie moja główna misja na Ukrainie.
Anastazja: "Byliśmy z chłopakiem na wakacjach. Jadę do domu, aby odebrać dzieci i zabrać je do matki w Niemczech. Potem wracam do Lwowa. Dlaczego jadę na Ukrainę? W końcu to moja ziemia i nie zamierzam stąd uciekać. Ponadto jestem pewna, że jeśli teraz nie wytrzymamy, to przyjdą moje córki. Dorosną i wtedy nie zostawią z Kremla nie zostanie kamień na kamieniu. Następnym pokoleniom mentalność sowiecka będzie jeszcze bardziej obca. Żeby tak się stało, muszę pozostać wierna sobie. Nie mogę być sobą, siedząc gdzieś tam, daleko od kraju. Muszę być w tym czasie z Ukraińcami, z moimi przyjaciółmi, z moimi krewnymi. Nie będę nigdzie uciekała. Nie mam dokąd uciec przed samą sobą.

Lubomir: "Jak tylko się zaczęło postanowiliśmy wrócić z Niemiec do domu. Podróż samochodem zajmuje trochę czasu i zatrzymaliśmy się w Krakowie. Teraz dopiero dojeżdżamy. Czuję obowiązek, bo kto inny, jak nie my, będzie bronił naszej ziemi - to z jednej strony. A z drugiej strony jestem pracownikiem muzeum. jestem historykiem i muzealnikiem. Jestem osobą, która musi dbać o zachowanie dziedzictwa kulturowego. Uważam, że jest to obecnie moja główna misja na Ukrainie.
Serhij
Biała Cerkiew
"23 lutego polecieliśmy z żoną na wakacje na Cypr. Spędziliśmy tam noc, a następnego dnia dowiedzieliśmy się o nalotach na Ukrainę. Natychmiast udaliśmy się do ambasady ukraińskiej, aby dowiedzieć się, jak wrócić do domu, ponieważ przestrzeń powietrzna została zamknięta. Dostaliśmy bilety na lot do Krakowa. I w taki sposób znaleźliśmy się na granicy. Czekamy na pociąg. Spekulacje na temat możliwego wybuchu wojny były już dawno. Przez ostatnie 8 lat znajdowaliśmy się w stanie permanentnego stanu wojennego. Jesteśmy już zmęczeni strachem. Nie spodziewaliśmy się jednak, że stanie się to tak nagle. Teraz wracamy bronić ojczyzny".
"23 lutego polecieliśmy z żoną na wakacje na Cypr. Spędziliśmy tam noc, a następnego dnia dowiedzieliśmy się o nalotach na Ukrainę. Natychmiast udaliśmy się do ambasady ukraińskiej, aby dowiedzieć się, jak wrócić do domu, ponieważ przestrzeń powietrzna została zamknięta. Dostaliśmy bilety na lot do Krakowa. I w taki sposób znaleźliśmy się na granicy. Czekamy na pociąg. Spekulacje na temat możliwego wybuchu wojny były już dawno. Przez ostatnie 8 lat znajdowaliśmy się w stanie permanentnego stanu wojennego. Jesteśmy już zmęczeni strachem. Nie spodziewaliśmy się jednak, że stanie się to tak nagle. Teraz wracamy bronić ojczyzny".
Denis
Zołotonosza, obwód czerkaski
"Od kilku lat pracuję w Polsce. Nie wiem, co mogłoby się wydarzyć jeszcze gorszego na Ukrainie, żebym w końcu wrócił do domu. Zwykle wraca się do domu, aby odpocząć od wszystkich problemów. A co robić jeśli w domu są problemy? Bardzo mnie dziwi, że dużo osób zaczęło uciekać, kiedy zaczęły się problemy

Zamiast wziąć się w garść i zacząć działać!

Szedłem do granicy, patrzyłem na setki Ukraińców uciekających z kraju. W duszy poczułem ciszę i przemilczę ten temat. Wyobrażam sobie wybuchy i strzały w moim kraju. Dlatego wolę tam jechać, niż patrzeć na twarze ludzi, którzy uciekają. Nie mam prawa osądzać innych. Są to osobiste wybory. Po prostu ludzie nie rozumieją jeszcze teraz, że będą musieli potem żyć z tymi wyborami. Jestem gotów zaakceptować fakt, że dzieci i kobiety muszą być bezpieczne. Rozumiem także, że jeśli takich osób jak ja będzie bardzo dużo to będziemy w stanie się obronić. Oddamy ciało i duszę za naszą wolność. Pokażmy, że jesteśmy braćmi z kozackiego rodu!

Mój brat odbył służbę wojskową w Żytomierzu. Kiedy zaczęła się wojna to już na drugi dzień wstąpił do wojska, aby bronić swojego kraju. Nie wiem, jak przekazać to co czuje człowiek, którego młodszy brat i ojciec idą bronić kraju, a ty siedzisz i patrzysz, co będzie dalej! Żaden normalny człowiek by tego nie zrobił!"
"Od kilku lat pracuję w Polsce. Nie wiem, co mogłoby się wydarzyć jeszcze gorszego na Ukrainie, żebym w końcu wrócił do domu. Zwykle wraca się do domu, aby odpocząć od wszystkich problemów. A co robić jeśli w domu są problemy? Bardzo mnie dziwi, że dużo osób zaczęło uciekać, kiedy zaczęły się problemy

Zamiast wziąć się w garść i zacząć działać!

Szedłem do granicy, patrzyłem na setki Ukraińców uciekających z kraju. W duszy poczułem ciszę i przemilczę ten temat. Wyobrażam sobie wybuchy i strzały w moim kraju. Dlatego wolę tam jechać, niż patrzeć na twarze ludzi, którzy uciekają. Nie mam prawa osądzać innych. Są to osobiste wybory. Po prostu ludzie nie rozumieją jeszcze teraz, że będą musieli potem żyć z tymi wyborami. Jestem gotów zaakceptować fakt, że dzieci i kobiety muszą być bezpieczne. Rozumiem także, że jeśli takich osób jak ja będzie bardzo dużo to będziemy w stanie się obronić. Oddamy ciało i duszę za naszą wolność. Pokażmy, że jesteśmy braćmi z kozackiego rodu!

Mój brat odbył służbę wojskową w Żytomierzu. Kiedy zaczęła się wojna to już na drugi dzień wstąpił do wojska, aby bronić swojego kraju. Nie wiem, jak przekazać to co czuje człowiek, którego młodszy brat i ojciec idą bronić kraju, a ty siedzisz i patrzysz, co będzie dalej! Żaden normalny człowiek by tego nie zrobił!"
Bracia Wołodymyr, Dmytro i ich krewny Witalij
Synelnykowe, obwód dniepropietrowski
Wołodymyr: "Miesiąc temu przyjechaliśmy do Polski z bratem i kuzynem, aby uczyć się na kierowców ciężarówek. Nauka się skończyła, trzeba wracać do domu. Musimy wracać. Wszyscy nasi krewni prosili nas, żebyśmy nie wracali. Powiedzieli, że mamy ogromne szanse na przeżycie. Ale to niemożliwe, kiedy codziennie docierają do nas takie informacje z Ukrainy, Można uciec przed wojną, alechwilę później zginąć w wypadku samochodowym. Wszyscy jesteśmy równi wobec Boga. Należy się modlić, ale również działać!"

Dmytro: "Moglibyśmy zostać w Polsce lub Niemczech, ale jedziemy do naszych krewnych, bo tam są wszyscy. Nie wezmę do ręki broni. Nie chcę zabijać. Jesteśmy rodziną wierzącą w Boga, a on mówi: "Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie". Jeśli jednak potrzebna będzie pomoc to zrobię wszystko, co w mojej mocy. Mogę pomagać jako kierowca, pielęgniarz, czy choćby kucharz. Wracamy do ojczyzny. Jak można spokojnie żyć wiedząc, że jesteś bezpieczny, a twoi rodacy codziennie są bombardowani przez wroga. Jeżeli mamy umierać to wszyscy razem!"

Witalij: "Szukaliśmy takiej pracy, aby móc często jeździć jednocześnie do domu na Ukrainie. Studiując zostaliśmy niespodziewanie wciągnięci w wir wojny. W domu mamy rodziny, dzieci. Jak możemy je zostawić? To nie jest patriotyczne".
Wołodymyr: "Miesiąc temu przyjechaliśmy do Polski z bratem i kuzynem, aby uczyć się na kierowców ciężarówek. Nauka się skończyła, trzeba wracać do domu. Musimy wracać. Wszyscy nasi krewni prosili nas, żebyśmy nie wracali. Powiedzieli, że mamy ogromne szanse na przeżycie. Ale to niemożliwe, kiedy codziennie docierają do nas takie informacje z Ukrainy, Można uciec przed wojną, alechwilę później zginąć w wypadku samochodowym. Wszyscy jesteśmy równi wobec Boga. Należy się modlić, ale również działać!"

Dmytro: "Moglibyśmy zostać w Polsce lub Niemczech, ale jedziemy do naszych krewnych, bo tam są wszyscy. Nie wezmę do ręki broni. Nie chcę zabijać. Jesteśmy rodziną wierzącą w Boga, a on mówi: "Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie". Jeśli jednak potrzebna będzie pomoc to zrobię wszystko, co w mojej mocy. Mogę pomagać jako kierowca, pielęgniarz, czy choćby kucharz. Wracamy do ojczyzny. Jak można spokojnie żyć wiedząc, że jesteś bezpieczny, a twoi rodacy codziennie są bombardowani przez wroga. Jeżeli mamy umierać to wszyscy razem!"

Witalij: "Szukaliśmy takiej pracy, aby móc często jeździć jednocześnie do domu na Ukrainie. Studiując zostaliśmy niespodziewanie wciągnięci w wir wojny. W domu mamy rodziny, dzieci. Jak możemy je zostawić? To nie jest patriotyczne".
Oleksandr
obwód czerkaski
"Jestem zwykłym spawaczem. Służyłem w wojsku w 2015 r. Brałem udział w ATO, aby bronić swojego kraju. Kiedy 24 lutego wybuchła wojna, postanowiłem wrócić do domu. Ktoś musi bronić ojczyzny. Tam jest moja rodzina. Mój dom i ziemia. Moja żona też nie chce wyjeżdżać. Jeśli mój syn również postanowi dołączyć do obrony, będzie to jego decyzja, a ja będę go wspierał. My, Ukraińcy, kochamy wolność".
"Jestem zwykłym spawaczem. Służyłem w wojsku w 2015 r. Brałem udział w ATO, aby bronić swojego kraju. Kiedy 24 lutego wybuchła wojna, postanowiłem wrócić do domu. Ktoś musi bronić ojczyzny. Tam jest moja rodzina. Mój dom i ziemia. Moja żona też nie chce wyjeżdżać. Jeśli mój syn również postanowi dołączyć do obrony, będzie to jego decyzja, a ja będę go wspierał. My, Ukraińcy, kochamy wolność".
Andrij
obwód czernihowski
"Od 15 lat mieszkam we Włoszech i właśnie wracam na Ukrainę. Od dłuższego czasu śledzimy z żoną, co dzieje się w naszym kraju. Ostatnio sytuacja była już tak napięta, że wiadomo było, że cos poważnego musi się wydarzyć. 24 lutego o poranku, żona obudziła mnie i powiedziała: "Andriusza, wstawaj, na Ukrainie rozpoczęła jest wojna". Zawsze wiedziałem, że jak coś się zacznie, to wrócę. To moja ziemia. Tam jest mój brat. Tam jest pochowany mój ojciec. Moja mama mieszka we Włoszech. Kiedy powiedziałem, że wracam do domu na początku bardzo się zdenerwowała. Ale potem zaakceptowała mój wybór i przed wyjazdem powiedziała mi: "Uważaj na siebie". Przecież wie, że ma tam jeszcze jednego syna. Obrona oznacza dla mnie ochronę terytorium, aby uniemożliwić wrogowi posuwanie się naprzód. Przybyli na naszą ziemię, żeby nas zabić! Możesz sobie to wyobrazić? Nie cofną się przed niczym. Rozumiem, że mogę zginać, ale moje odczucia wewnętrzne przezwyciężają strach".
"Od 15 lat mieszkam we Włoszech i właśnie wracam na Ukrainę. Od dłuższego czasu śledzimy z żoną, co dzieje się w naszym kraju. Ostatnio sytuacja była już tak napięta, że wiadomo było, że cos poważnego musi się wydarzyć. 24 lutego o poranku, żona obudziła mnie i powiedziała: "Andriusza, wstawaj, na Ukrainie rozpoczęła jest wojna". Zawsze wiedziałem, że jak coś się zacznie, to wrócę. To moja ziemia. Tam jest mój brat. Tam jest pochowany mój ojciec. Moja mama mieszka we Włoszech. Kiedy powiedziałem, że wracam do domu na początku bardzo się zdenerwowała. Ale potem zaakceptowała mój wybór i przed wyjazdem powiedziała mi: "Uważaj na siebie". Przecież wie, że ma tam jeszcze jednego syna. Obrona oznacza dla mnie ochronę terytorium, aby uniemożliwić wrogowi posuwanie się naprzód. Przybyli na naszą ziemię, żeby nas zabić! Możesz sobie to wyobrazić? Nie cofną się przed niczym. Rozumiem, że mogę zginać, ale moje odczucia wewnętrzne przezwyciężają strach".
Ola
obwód iwanofrankiwski
"Obudziliśmy się rano dlatego, że nasz dom zaczął się ruszać. Pobliskie lotnisko i magazyny ropy naftowej eksplodowały, a my poczuliśmy falę uderzeniową. Ze złamaną ręką wywiozłam dzieci i matkę do Polski. A teraz wracam. Do domu, męża, ojca i psa. To jest mój kraj. Muszę go bronić. Jestem dobrym strzelcem".
"Obudziliśmy się rano dlatego, że nasz dom zaczął się ruszać. Pobliskie lotnisko i magazyny ropy naftowej eksplodowały, a my poczuliśmy falę uderzeniową. Ze złamaną ręką wywiozłam dzieci i matkę do Polski. A teraz wracam. Do domu, męża, ojca i psa. To jest mój kraj. Muszę go bronić. Jestem dobrym strzelcem".